Uczciwość


Dzisiaj będzie o uczciwości. Słowo zużyte? Zapomniane? Niemodne? Uczciwy to człowiek prawy. Nie konfabuluje, nie mąci, nie kłamie. Być uczciwym, to żyć zgodnie z przyjętymi normami etycznymi i moralnymi. Są ogólnie przyjęte zasady, które definiują uczciwość. Nie trzeba wcale odwoływać się do Biblii, katechizmu, wystarczy żyć i postępować przyzwoicie. Piszę o tym, bo coraz częściej w ustach niektórych słowo „uczciwość” jest wielkim nadużyciem. Ludzie polityki, mediów, idole nastolatek, wszyscy ci, którzy pojawiają się na pierwszych i kolejnych stronach gazet, przekonują nas o swojej uczciwości. Jeżeli ktoś na siłę przekonuje mnie o tym, że jest uczciwy, staję się czujna, czy aby na pewno z uczciwością nie ma problemu. Zakłamanie na każdym kroku. Usta rządzących nabrzmiałe od „prawdy i uczciwości” względem suwerena (takie modne nowe określenie Polaków). Dlaczego jednak fakty tym słowom przeczą? Dlaczego traktuje się mnie jak pospolitego głupka i ignoranta, który nie odróżnia faktów od fikcji, wykreowanej rzeczywistości od prawdziwej, namacalnej, bliskiej każdemu przeciętnemu mieszkańcowi tego kraju?  Tacy ludzie nigdy nie będą żadnymi autorytetami, choć usilnie chcieliby nimi zostać. Nie będą, bo brak im uczciwości. Nie mogę szanować człowieka, który nie szanuje mnie. A nie szanuje, bo pod pozorem uczciwości, zagarnia dla siebie… władzę, pieniądze, popularność, nieprzeparte pragnienie wpisania się do kart historii i to za każda cenę. Od zawsze towarzyszą ludziom trzy namiętności największe… władza, seks, pieniądze. U niektórych dominuje jedno pragnienie, ale za to rozbuchane do niemożliwości. Nie podejrzewam „prezesa Polski” o seks i pieniądze. Jakby mu w seksie wychodziło, mniej byłoby w nim jadu i goryczy. Drugie nie wychodzi w grę, bo na pieniądzach się nie zna. Ma więcej długów ode mnie :). Władza – oto chodzi, to rajcuje i podnieca. Tak przygnieść buciorem wszystkich i wszystko. A niech skamlają o litość. Trochę inaczej z prezydentem. Tu obstawiam władzę i seks. Pierwsze już ma, choć nie korzysta. Może stąd frustracja. Coraz głośniej wygłasza swoje przemówienia, po prostu wrzeszczy. A wystarczyłoby mówić normalnie, uczciwie i z sensem. To drugie też chyba nie w pełni zaspokojone. A może prezydent lubi z dreszczykiem emocji? To by tłumaczyło nocne rozmowy z „ruchadłem leśnym” i podobnymi dziwadłami z burzą hormonów.

Już nie wiem, ganić ich czy współczuć? Drodzy politycy (choć to słowo na wyrost), spójrzcie czasem w lustro, zajrzyjcie sobie głęboko w oczy i zadajcie sobie pytanie, co z waszą uczciwością? Uczciwością nie tylko wobec nas, ale przede wszystkim względem siebie.

Miriam

Miriam

Leave a Comment